O Kreatywnej Romantyczce czyli o mnie... :)

O mnie

Co lubię?
Lubię marzyć... planować... projektować... Lubię być kreatywna i coś tworzyć... Lubię kreować przestrzeń wokół siebie – wycinać krzaki, zbędne gałęzie, pielęgnować koryto rzeczki... wypielęgnowałam swoje rancho tak, że każdy kto tu przyjeżdża zachwyca się jak tu pięknie...:)

Lubię zajmować się moimi zwierzętami... Obserwować je i oswajać... Lubię gotować i experymentować w kuchni... Uwielbiam piękne, mądre zwierzęta... Dostrzegam ich uczuciowość... Żyję w harmonii z naturą i sobą samą... :) Lubię zdrową, wiejską żywność...

Lubię internet i najnowsze oprogramowanie... robić zdjęcia artystyczne i obróbkę graficzną... lubię szyć historyczne szaty i ozdobne draperie... lepić naczynia z gliny... robić meble i galanterię drzewną z drewna....Lubię swobodny, naturalny styl bycia, a niekiedy być excentryczna... :) Lubię wysublimowane poczucie humoru i Kabaret Mumio :).

Lubię muzykę przełomu lat 80 i 90 zwłaszcza Genesis, Michael’a Jaksona, Roxett... także wcześniejsze zespoły takie jak Pink Floyd i The Beatles, The Carpenters... oraz muzykę barokową, francuską, celtycką, irlandzką i polską inspirowaną folklorem góralskim np. Braci Golców... lubię literaturę historyczną, mityczną, przygodową, filmy science fiction i o zjawiskach paranormalnych,
filmy Lynch’a, Wajdy... Lubię tańczyć, śpiewać... malować witraże na szkle... projektować strony www...

Lubię obcowanie z ludźmi, którzy wnoszą w me życie coś wartościowego zarówno pod względem umysłowym jak i duchowym, ludzi, którzy potrafią poszerzać horyzonty myślowe i wlewać światło lub ciepło w mą duszę... Ludzi szczerych, otwartych, przyjaznych, bezinteresownych, szlachetnych. Takich jak ja :)))))))))).

Czego nie lubię?
Głupoty, małostkowości, chciwości, ciasnoty umysłowej, zawiści, cwaniactwa i podłości ludzkiej.
________________________________________________________________________________________________________________________________

Trochę więcej o mnie...
Pochodzę ze Szczecina. Przed wyjazdem z miasta prowadziłam działalność gospodarczą w jednoosobowej firmie językowo-internetowej. W dzień zajmowałam się nauczaniem języka angielskiego na kursach językowych w wymiarze dwóch etatów. W nocy zajmowałam się tłumaczeniami tekstów z języka angielskiego i projektowaniem stron internetowych. Miałam kilkanaście domen internetowych m.in. domenę agroturystyka.net, korepetycje.info, matrymonialne.info, a pod nimi swoje portale.
Już 7 lat temu jako pierwsza w Polsce uczyłam online. Uczniów miałam w Niemczech. Do nauki używałam licznych komunikatorów zarówno tekstowych jak i głosowych oraz z wykorzystaniem kamery internetowej. To było ciekawe doświadczenie.

Internet był dla mnie także źródłem materiałów do nauki języka angielskiego. Prowadziłam interesujące rozmowy z tysiacami internautów z całego świata. Niektórzy z nich zdalnie pomagali mi radzić sobie z nowymi lub skomplikowanymi oprogramowaniami, instalacjami. Wiele się od nich nauczyłam. Bylo super. Gdy wyprowadzilam sie na Mazury niestety stracilam dostep do internetu na 5 lat.
Dopiero od konca 2007 odzyskalam moje okno na swiat. Nadrabiam 5 letnie zaleglosci.

Poza tym zgromadziłam ogromną ilość materiałów audiowizualnych, książek i podręczników do nauczania języka angielskiego, które stanowiły cenne narzędzia do skutecznego nauczania języka angielskiego które chętnie wykorzystywałam podczas moich lekcji. Język angielski był moją pasją. Uwielbiałam zgłębiać wiedzę na jego temat jak i ją później przekazywać moim studentom. Uczyłam głównie ludzi dorosłych i młodzież uniwersytecką.

Uczyłam także młodzież szkolną i dzieci. Tygodniowo miałam po 40 godzin lekcyjnych ze studentami na różnym poziomie języka angielskiego i o różnych profilach nauczania. Odrębny program nauczania miał pan wyjeżdżający do USA, odrębny studenci politechniki, inny dziecko 7letnie. Taka różnorodność i rozpiętość potrzeb wymagała ode mnie dużej elastyczności i tworzenia indywidualnych programów nauczania dla prawie każdego ucznia.

Było to mnóstwo pracy, ale świetnie sobie dawałam z tym radę, bo byłam w swoim żywiole. Jednak ogrom pracy sprawiał, że byłam umysłowo przemęczona i potrzebowałam diametralnej odmiany.

Wiosną i latem 2002 pod wpływem impulsu poprzedzonego latami cichych marzeń o życiu na łonie natury – sprzedałam swoje mieszkanko zlokalizowane w centrum miasta i wyprowadziłam się na zapadłą, podsuwalską wioskę... :)))))

W połowie sierpnia 2002 załadowałam cały mój ruchomy dobytek na ciężarówkę typu chłodnia :)))))). Na tył rzucilismy szeroki piankowy materac świeżo kupiony w supermarkecie. Wsunęłam się do śpiwora i ruszyliśmy do moich Przyjaciół pod Szczecinem, u których wcześniej na kilka dni przed wyjazdem zostawiłam moje psy: dwa dalmatyńczyki i dwa kaukazy.

Tam załadowano moje psie pociechy na pakę. Psy ułożyły się pokotem na mnie i w ten wdzięczny sposób przejechałam 700km ze Szczecina do mojej wioski na Mazurach :))))

Po drodze mieliśmy tylko jeden przystanek. Na przydrożnym CPNie kierowcy chłodni otworzyli drzwi i ku zdziwieniu gapiów - z paki wyskoczyły moje psy by się wysiusiać, a zaraz za nimi niespodziewanie ja :)))))

Potem aż do mojej wioski na Mazurach jechaliśmy ja i moje psy dalej w ten sam sposób co wcześniej. W którymś momencie usłyszałam gwałtowne szorowanie gałęzi po budzie chłodni. Ciężarówka podskakiwała na wyboistej, wąskiej drodze na odcinku wioska – moje gospodarstwo. Martwiłam się o nową armaturę łazienkową jaką wiozłam ze sobą ze Szczecina. Przejechać 700 km po to by już prawie na samym miejscu potłuc nowiutkie umywalki i muszle klozetowe na drodze dojazdowej do mojego gospodarstwa??? Tylko nie to!

Z kabiny ciężarówki na moją komórkę zadzwonili przerażeni kierowcy. Mówili, że nie dadzą rady przejechać, że mnie wysadzą z całym mym dobytkiem na środku drogi... „Fajnie” pomyślałam...:)))))))))))) Zaparłam się w materac z mocnym postanowieniem, że nie dam się wysadzić na środku drogi choćby nie wiem co :)))))

Było to między polami moich nowych sąsiadów na wąskiej gruntówce około 800 m od mojego gospodarstwa.

Siedziałam cicho słuchając wycia silnika ciężarówy która nie mogła się przebić przez sterczące z dwu stron gałęzie. W końcu chłodnia szarpnęła i ruszyła do przodu. Na szczęście, cieżarówce udało się cudem przebrnąć przez te krzaczory i dojechać pod sam mój dom.

Tam, na miejscu, okazało się, że mój wiejski dom jest pełen pijanych wieśniaków ciągnących wódę z gwinta w najlepsze. Przed dziką awanturą uchroniło ich to, że pomogli rozładować ciężarówkę. Tak zaczął się nowy rozdział w moim życiu :)))))))))) Rozdział wiejski.

Od prawie 6 lat walczę o przetrwanie na mazurskiej wsi. Od prawie 6 lat pokonuję niekończący się tor przeszkód rozmaitej natury. Dla samotnej kobiety jest to ekstremalnie trudne.

Nikt tego tutaj nie rozumie i nawet nie próbuje pomóc czy w jakikolwiek sposób ułatwić.
Miejscowi wieśniacy obok których zamieszkałam okazali się niekoleżeńscy, nieżyczliwi, obłudni, zakłamani, pazerni i skłonni do szerzenia kłamliwych, szkodliwych pomówień oraz utrudniania życia. Ponieważ ci ludzie wyrządzili mi wiele krzywd i przykrości - unikam ich.

Mimo trudności w zagospodarowaniu się i braku przyjaznego otoczenia - nie poddałam się i dzielnie trwam na mym gospodarstwie pracując na lepsze jutro. Nieżyczliwych wieśniaków traktuję jak powietrze i nie przejmuję się nimi już. Mam wiele pracy i szkoda mi mojej cennej energii na nieużytych rarogów wiejskich.

Moją pasją jest moje gospodarstwo i zwierzęta. Mam tu ogromną przestrzeń do ekspansji mojej kreatywności i wcielania w życie wspaniałych pomysłów. Tylko to się liczy.

Z powodu braku dostatecznego finansowania jeszcze nie rozwinęłam w pełni skrzydeł, ale wytrwale pracuję nad tym i robię to co jest w zasięgu moich możliwości. Kiedyś będzie lepiej i łatwiej. W końcu uda mi się zrealizować szczyt moich marzeń i stworzyć tu mały raj,
ale jeszcze długa, wyboista droga przede mną.

Im większe i dotkliwsze spotykają mnie tragedie – tym wyżej się podnoszę. Odradzam się jak Fenix z popiołów.
Ktoś powiedział kiedyś – „co cię nie zabije – to cię wzmocni”... Przeżyłam tu taki dramat, że nic już nie jest w stanie mnie złamać.

Poza tym niosę w sobie ładunek energetyczny starczający na dwa życia – więc uda się :)

Izabella – Niezłomna i Kreatywna Romantyczka
czwartek, 8 maja 2008
________________________________________________________________________________________________________________________________

More about Me...
I was born and raised in big Polish city in North-West of Poland – in Stettin…
It was long time ago… :)))))) Now I live among animals at my Mazurian ranch…
This is the place where I decided to put into real life my dreams a few years ago…
Dreams about peaceful, happy life among beautiful nature…

I have got wonderful, friendly animals: horses, cows, goats…hens… Also some dogs and one small but full of character cat… :))))))
The smallest animal of mine has got huge personality and I love her fot it… :)))) She is just great. :)

Decision to leave the city was very risky, but I have to risk it! I wanted to be the lady of my life. I don’t like to be ruled by others because others don’t know and don’t understand my needs and dreams, so they are not able to make me happy.

Only Me can make me truly happy. So one day I decided to take my life in my hands and follow needs of my heart. The magic of freedom among nature was stronger than my fright to risk everything for it. I did it and first years were very difficult and heavy, because I landed between unfriendly local peasants who did my life in here very unpleasant.

But I have survived that bad time and always tried to continue my chosen path of life despite of bad luck. In order to survive here I had to learn lots of new things like sawing trees by chainsaw, renovating my old house, taking care for animals and land.
Now I am independent. I can manage with most things at my farm personally.

I’ve got beautiful ranch which I love. This is place where I love to create my space around me due to my fantasy and sens of beauty.
I live here very peacefully working long hours since I came here. There are still lots of things to do in here. I love work at my farm. I am intellectual person, but working at my land makes me feel really good. I just love nature with all my heart.

Most average people desire money. They run and run after money. All their life. Money aren’t bad. Money are just useful tool.
But many people value money higher than anything else. They look at a man and see coins. Me not. I am altruist. Idealist. There are not many people like me. That’s why average man doesn’t understand me. I would like to meet someone like me – idealist. A good man.

- Brave Creative Romantic - Isabelle... :)


Autorka: serowarka@tlen.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Chcesz podyskutować z Kreatywną Romantyczką? - Komunikator Tlen Login Serowarka


Pozbądź się reklamZałóż darmową stronęEdytuj tę stronęZgłoś naruszenie
1341